poniedziałek, 11 października 2010

Bułeczki drożdżowe z malinami (bez jajek)



Zawsze mnie to zastanawiało, jak moja Babcia moze przygotowywać ciasto drozdzowe nie uzywając do tego zadnego przepisu. Bez zadnych miarek dodawała kolejne składniki, po czym ubijała ciasto około pięciu minut i juz :)
Nie myślałam, ze kiedyś tez dojdę do takiego etapu mego kucharzenia, ze będę w stanie przygotować drozdzówkę "na oko" :) Tymczasem człowiek nabiera doświadczenia, poruszanie się po kuchni staje się bardzo naturalne i nagle okazuje się, że wszystko to, co kiedyś oglądało się z otwartą szeroko ze zdziwienia buzią, jest mozliwe.
Zaczęło się od pizzy. Powstał całkiem fajny przepis, który opublikowałam na blogu w zeszłym miesiącu.
A teraz te bułeczki. Bułeczki drozdzowe z owocowym nadzieniem "chodziły" za mną juz od jakiegoś czasu. Udało się jeszcze z malinami :) Któregoś dnia wyjęłam z lodówki drozdze zrobiłam zaczyn na mleku. Po czym oczywiście okazało się, że nie mam w domu jajek. W związku z tym, ze jestem nieco uziemniona w domu przez moje Maleństwo, postanowiłam zrobić ciasto bez jajek. Dzięki czemu przepis ten, po zastąpieniu mleka krowiego sojowym, moze zostać wykorzystany przez wegan.
Bułeczki wyszły pyszne. Do ciasta dodałam cynamon, dzięki czemu w domu pachniało jeszcze apetyczniej, a bułki były bardzo aromatyczne :)
składniki:
  • 150 ml mleka
  • 20 g drozdzy
  • 5 łyzek cukru
  • płaska łyzeczka cynamonu
  • 325 g mąki
  • 100 g stopionej margaryny (mozna zastąpić olejem)
  • 2 łyzki mąki z cieciorki (mozna zastąpić mąką kukurydzianą)
  • 100 g malin
Mleko nieco podgrzać, dodać do niego pokruszone drozdze i 1 łyzkę cukru. Odstawić do wyrośnięcia na 15-20 minut. Dodać resztę cukru, mąkę pszenną i cieciorkową, margarynę oraz cynamon i dokładnie wymieszać. Nakryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na kolejne 30-40 minut. Kawałki ciasta rozpłaszczać w dłoni, układać na środku 2-3 maliny i uformować bułeczki. Ułozyć na blasze wyłozonej papierem do pieczenia i zostawić na około 20 minut do wyrośnięcia. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 st. C do suchego patyczka. Mniam, mniam!









8 komentarzy:

  1. oj zwędziłabym Ci taką jedną i spałaszowała od razu :)))
    piękne są!

    OdpowiedzUsuń
  2. to jest właśnie najfajniejsze.. że czasem nieplanowanie, z powodu braku jakiegoś składnika.. powstaje coś pysznego :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. a co!!!

    Zjadłabym na roślinnym :*

    OdpowiedzUsuń
  4. ale sa piekne:) i tak mnnie kusza, ze porywam Ci te pysznosci:)

    OdpowiedzUsuń
  5. podbieram jedną...
    cudowne, jeju, jakie cudowne!

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudne bułeczki. Okazuje się, że czasem brak jednego składnika może poprawić jakość dania :). Albo dodanie innego, o czym sama się czasem przekonuję.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze anonimowe i złośliwe będą usuwane. Jeśli chcesz coś napisać, proszę podpisz się :)